2,5 miliona osób może zginąć, jeśli Izrael zdecyduje się zlikwidować Strefę Gazy - przewidywał w Gościu Wydarzeń były ambasador RP w Tel Awiwie Maciej Kozłowski. Jak analizował, za wybuch konfliktu z Hamasem odpowiada rząd Benjamina Netanjahu, dlatego nie będzie mógł dłużej sprawować władzy. Stwierdził też, że korzyści z wojny czerpie przede wszystkim Iran, a w
W negocjacje z Hamasem od dawna zaangażowany jest Katar. Uwolnienie zakładników jest głównym celem administracji amerykańskiej. Niewolnicy przetrzymywani są w nieznanych lokalizacjach przez Hamas po ataku tej terrorystycznej organizacji na południowy Izrael z 7 października. Według szacunków terroryści przetrzymują około 240 osób.
Temperatura wody w Izraelu ma tendencję do obniżania się, jej wartość spadała zarówno w ciągu ostatnich 10 dni, jak iw ciągu miesiąca. Dziś odnotowuje się najcieplejszą wodę w Izraelu w Ejlacie. Jego wartość w tej lokalizacji to 25.7°C. A najzimniejszy jest w Akrze, jego wartość 24.5°C. Trend można zobaczyć na wykresie.
Relacje Izrael - Autonomia Palestyńska w portalu TVN24! Czytaj najnowsze informacje. Oglądaj wideo i zdjęcia. U nas zawsze aktualne wiadomości z kraju, ze świata - sprawdź.
. Informacje o wycieczce Już za niecały miesiąc możesz wypoczywać na bajecznych plażach Izraela. Łap tanie loty z Krakowa do Tel-Awiwu i pakuj walizki już dziś. Na co czekasz? Rezerwuj teraz! Nieziemskie plaże, niesamowita pogoda oraz ciepłe morze – czego chcieć więcej? Weź koc, tablet/książkę i ciesz się spokojnym odpoczynkiem. Koniecznie wybierz się na Starą Jaffę, obejrzyj fantastyczne ekspozycje muzeów i poznaj niesamowitą historię tego regionu. Nie przegap genialnej, lokalnej kuchni. Wybierz się na Targ Karmel i zachwyć się zapachem owoców i warzyw oraz aromatem przypraw. Skosztuj przepysznych dań z tutejszego mięsa. Fantastyczna oferta last minute jest na wyciągnięcie ręki! Trasa Kraków – Tel-Awiw odbywa się na pokładzie linii Ryanair. Korzystnym połączeniem między lotniskiem a centrum miasta jest kolej. Cena biletu wynosi 14 zł. Czas przejazdu to 20 min. Dobrze oceniany hostel położony w fantastycznej lokalizacji. Goście doceniają niesamowity klimat obiektu oraz sympatyczną obsługę. Na terenie hostelu dostępne jest bezpłatne Wi-Fi. Koszt wycieczki przy założeniu 2 podróżujących i jedynie z bagażem podręcznym. Źródło zdjęć: Oferta ważna na dzień: 2018-09-17
Wyjazd do Izraela zorganizowaliśmy dosyć spontanicznie, bowiem pojawiły się promocyjne bilety na trasie Katowice - Tel Aviv, które udało się kupić za 350 zł. Co prawda nie jest to najniższa do uzyskania cena, lecz wszystkim pasował termin, dlatego 7 grudnia wylecieliśmy w poszukiwaniu słońca i przygód :) Naszą podróż przyświecał jeden cel: wydanie jak najmniej gotówki. Staraliśmy się nie korzystać z publicznego transportu, nie spaliśmy w hotelach ani po campingach, jedzenie zabraliśmy z Polski. Izrael niestety jest bardzo drogim krajem, dla przykładu chleb w Eilacie, turystycznym kurorcie na południu kraju, kosztuje 12 zł, wodę mineralną odnajdywaliśmy nieraz nawet za 20 zł. Warto szukać jedzenia w supermarketach, jest o wiele taniej. Lotnisko Ben Gurion jest bardzo duże i łatwo tam się pogubić, zwłaszcza, że są 3 terminale, na jeden trzeba wręcz dojechać shuttle busem, jadąc 15 minut. Z lotniska wyszedłem po 1,5 godziny, bowiem zabrano mnie na długie przesłuchanie w sprawie posiadania wizy irańskiej w paszporcie. Przesłuchanie wyglądało jakby mnie posądzano o szpiegostwo, zadając bardzo szybko mnóstwo pytań w stylu: Co robiłeś w Iranie, kiedy tam wjechałeś, kogo tam znasz, podaj numery, adresy, konta na facebooku, po co tam pojechałeś, itp. Pierwszym celem był Tel Aviv, do której było około 25 km. Podzieliśmy się na pary i zaczęliśmy stopować, mi udało się po 30 minutach zatrzymać człowieka, który choć nie jechał do miasta, zgodził się nas tam podrzucić z własnej woli. Autostop w Izraelu jest bardzo łatwy, więc polecam ten środek transportu. Zwiedziliśmy nocą miasto, które nie zachwyca specjalnie. Warto przejść się wybrzeżem na Starą Jaffę, zabytkową dzielnicę leżącą bezpośrednio nad Morzem Śródziemnym. Nocleg udało się załatwić przez portal Couchsurfing, więc nie płaciliśmy za spanie w centrum miasta : ) Drugiego dnia postanowiliśmy skorzystać z autobusu, żeby dostać się do Jerozolimy. Koszt około 20 zł, a oszczędza się mnóstwo czasu. W Jerozolimie również mieliśmy darmowy nocleg, zostawiliśmy plecaki i udaliśmy się na zwiedzanie starego miasta. Jest olbrzymie, dzieli się na 4 dzielnice i łatwo się tam pogubić. Byliśmy również na Wzgórzu Oliwnym o zachodzie słońca i pospacerowaliśmy po arabskiej części miasta. Następnym celem było Morze Martwe, do którego bardzo szybko złapaliśmy stopa. Na kąpiel polecam miejscowość Ein Gedi, dostępne są darmowe prysznice i cała infrastruktura. Z Ein Gedi złapaliśmy transport do Masady, starożytnej osady żydowskiej, ulokowanej na wielkim płaskowyżu. Mieliśmy olbrzymie szczęście, bowiem... kierowca był menadżerem całego ośrodka i załatwił nam darmowe bilety wstępu i darmowy wjazd kolejką na górę! Osada robi wrażenie, punkt obowiązkowy podczas wizyty w Izraelu. Jednak to nie był koniec niespodzianek, po zwiedzaniu zaproszono nas do restauracji i... szwedzki stół był nasz, również za darmo! Limit szczęścia jednak się nie wyczerpał na ten dzień, zaczęło robić się szaro i postanowiliśmy szukać noclegu. Zauważyliśmy hotel, obok którego była budowana część, idealnie nadająca się na nocleg na karimatach w śpiworach. Postanowiliśmy spytać recepcjonistkę o zgodę, jednak od razu odmówiła. Zaczęła jednak się dopytywać o naszą podróż, gdy dowiedziała się, że zamierzamy spać gdzieś na pustyni i nie mamy funduszy na hotel, tak się przestraszyła, że... udostępniła nam 6 osobowy pokój za darmo! Warunkiem było opuszczenie lokum do 6 rano. Tyle wygrać!Po zainstalowaniu się w naszym pokoju, poszliśmy na nocny spacer po pustyni, połączony z wejściem na górę naprzeciwko Masady. Roztaczał się z niej widok na Morze Martwe, nad którym co kilkanaście minut przelatywały, patrolujące granicę z Jordanią, myśliwce izraelskie. Rano szybko się ewakuowaliśmy i rozpoczęliśmy łapanie stopa do Eljatu, kurortu nad Morzem Czerwonym. Poszedł bardzo sprawnie, więc po kilku godzinach leżeliśmy już na plaży w 25 C. Wypożyczyliśmy również sprzęt do nurkowania, bowiem w Morzu Czerwonym spotkać można rafy koralowe. Pierwszy raz miałem okazję nurkować wśród raf koralowych, niezapomniane wrażenia! Wieczorem spacerowaliśmy deptakiem wzdłuż wybrzeża i zrobiliśmy sobie ognisko pod granicą jordańską, nieopodal pola minowego :D Nocleg znaleźliśmy w opuszczonym budynku, 20 metrów od morza. Czas jednak nieubłagalnie leciał i następnego dnia trzeba było wrócić, 300 km na północ, do Tel Avivu. Również i tym razem błyskawicznie udało się złapać stopa, przejechaliśmy całą pustynię Nagew. Pod koniec wyjazdu pogoda zaczęła się psuć, przy wylocie bardzo mocno padało, w Jerozolimie spadł śnieg, powodując chaos komunikacyjny, a droga na południe została zalana przez lawiny błotne. Prawdopodobnie nie udałoby się wrócić na samolot, gdybyśmy postanowili wracać dzień później. Szczęśliwie jednak wróciliśmy do Katowic, przywożąc ze sobą 11 kilogramów pomarańczy, mandarynek i grejpfrutów, które wywołały olbrzymi śmiech ochrony podczas kontroli. Zdziwieni pracownicy zadali nam kilka pytań, z które "To Wy nie macie pomarańczy w Polsce?" było najbardziej pocieszne :) Podsumowanie:Data: 7 - 12 grudniaKoszt biletów: 350 zł/ osobaKoszt przygotowań: 50 zł ( jedzenie )Koszt na miejscu: 100 zł ( 20 zł bus, 17 zł pociąg Tel Aviv-lotnisko, 20 zł opłaty za wymianę $ na lotnisku - nie polecam tam wymieniać pieniędzy!, pamiątki, drobne jedzenie )Trasa: Tel Aviv - Jerozolima - Ein Gedi - Masada - Eljat - BeerSheva - Tel AvivOkoło 600 km, w tym 500 : )Tak, zawsze przy tanich lotach zabieram matę samopompującą i śpiwór, spać da się wszędzie :D
W poszukiwaniu Airbnb… Dzień 2. Jerozolima Śniadanie spożywamy standardowe, czyli sklepowy hummus i pita. Za to dzisiaj jest bonus, bo na targu Yehuda spożywamy w miarę pitną kawę. Dzisiaj już dzień nieświąteczny, więc poza stoiskami z jedzeniem czynne są też inne, oferujące najróżniejsze szpejostwo, od przypraw, przez ubrania, po wiadra i inne młotki. Typowe izraelskie śniadanie 🙂 Na targu Na targu Na targu Z targu przemieszczamy się w kierunku zamieszkanej przez ortodoksyjnych Żydów dzielnicy Mea Shearim. Warto wiedzieć, że autochtoni nie są zbyt otwarci na wizytacje, toteż należy się odpowiednio ubrać (przypominają o tym wielkie tablice) i raczej nie zwracać na siebie uwagi. Jedna z tablic Chociaż umiejscowiona 5 minut od żywotnego targu, dzielnica sprawia wrażenie przeniesionej o jakieś 100 lat wstecz. Ulicami przechadzają się odziani z tradycyjne stroje Żydzi. Pełno jest małych sklepików, zakładów fryzjerskich, czy zegarmistrzowskich, księgarń i innych geszeftów. Życie wydaje się toczyć zupełnie innym rytmem i jest w tym coś niezwykle interesującego. Mea Shearim Niestety, nasz czas (a może i cierpliwość miejscowych na podejrzanych turystów) jest ograniczony, toteż opuszczamy ortodoksyjną dzielnicę i kierujemy się do starego miasta. Mury starej Jerozolimy robią wrażenie. Przechodzimy przez Bramę Damasceńską i znajdujemy się pośród wąskich uliczek, przy których tłoczą się stragany i sklepiki. Można tam kupić pamiątki, ubrania, czy słodycze. W niektórych zaułkach znajdują się małe kawiarnie oferujące też shishę. Brama Damasceńska Mury starego miasta Za Bramą Damasceńską Za Bramą Damasceńską Stare miasto podzielone jest na dzielnice: chrześcijańską, żydowską, muzułmańską i ormiańską. Każda z nich ma odmienny charakter. Znajdziemy tu miejsca ważne dla każdej religii, Bazylikę Grobu Pańskiego, Ścianę Płaczu i meczet na Wzgórzu Świątynnym. My na początku trafiamy pod Ścianę Płaczu. Żeby do niej podejść musimy przejść przez bramki, takie jak na lotnisku. Po kontroli dostajemy się na plac z widokiem na Ścianę. Można też podejść bliżej, są dwa osobne wejścia: dla kobiet i dla mężczyzn. Ściana Płaczu Ściana Płaczu Ściana Płaczu Później przemieszczamy się w kierunku Wzgórza Świątynnego, niestety nie dostajemy się do celu, a wyposażeni w karabiny żołnierze (ten widok w Izraelu jest powszechny) oznajmiają, że Wzgórze jest zamknięte (przed wizytacją warto sprawdzić godziny w jakich jest otwarte, zależy to też od sezonu). Meczet na Wzgórzu Świątynnym Maszerując wąskimi uliczkami docieramy w okolice Bazyliki Grobu Pańskiego. W środku jest ciasno i trochę ciężko złapać orientację,a grupy ludzi przemieszczają się w różnych kierunkach na raz. Wychodzimy więc na zewnątrz, gdzie łączymy się z darmowym wi-fi i dopiero w ten sposób dowiadujemy się co widzieliśmy. Bazylika Grobu Pańskiego Wewnątrz Bazyliki Wewnątrz Bazyliki Po tychże oględzinach stwierdzamy, że niezwłocznie należy coś zjeść. Wychodzimy więc ze starego miasta i udajemy się do arabskich bud na przeciwko Bramy Damasceńskiej, gdzie można w miarę tanio spożyć falafla w picie. Tak też czynimy. Po spożyciu udajemy się na spacer do nowszej części miasta, wzdłuż jednej z głównych ulic, Yafa Street. Ponieważ jest gorąco, podejmujemy zimne piwko a później zmierzamy ku Górze Oliwnej, żeby zobaczyć zachód słońca nad Jerozolimą. Takie tam, w Jerozolimie Po drodze zahaczamy o dzielnicę ormiańską starego miasta, a później także o żydowską. W końcu opuszczamy mury i zaczynamy wspinaczkę na górę. Tu warto zaznaczyć, że całe zbocze pokrywa żydowski cmentarz, na którym, ze względu na lokalizację, ceny miejsca pochówku dochodzą do miliona dolarów (info z internetów). Dzielnie maszerujemy do góry, zachód słońca coraz bliższy a po drodze napotykamy jeszcze wielbłąda. Wykopaliska a nad nimi cmentarz Napotkany zwierz W końcu naszym oczom ukazuje się niczego sobie widok na stare miasto z górującą nad nim złotą kopułą meczetu. Po zachodzie słońca zaczynamy odwrót. Zachód słońca nad Jerozolimą Kopuła meczetu Cmentarz na zboczu Góry Oliwnej i Jerozolima Wracamy do starego miasta jedną z bram, trafiając do dzielnicy muzułmańskiej. Mijamy meczet, pod którym zebrała się grupa Żydów wykrzykujących coś w stronę zmierzających na modły muzułmanów. Za chwilę pojawiają się też uzbrojeni policjanci. Nie wiadomo o co chodzi, lepiej jednak wiać. Zajścia przed meczetem Przemierzamy raczej mało turystyczne części starego miasta (przez chwilę można się poczuć jak w Bagdadzie, przynajmniej tak przypuszczam). W końcu udaje nam się dotrzeć do bardziej cywilizowanych zakamarków, w okolice Bramy Damasceńskiej. W zaułkach dzielnicy muzułmańskiej W zaułkach dzielnicy muzułmańskiej Jesteśmy już dość konkretnie głodni i zmęczeni. Zmierzamy więc w kierunku poleconej nam hummusowni, na szczęście znajdującej się nieopodal naszego koczowiska. Gdy w końcu dostajemy żywność na liczniku jest już prawie 25 km. Po spożyciu hummusu i falafli (tym razem nie sklepowych) udajemy się prosto do spania. Następnego dnia czeka nas dość wczesna pobudka – musimy odebrać samochód i ruszyć nad Morze Martwe! Jedzonko I koniec… Mini-info praktyczne Dojazd z lotniska Lotnisko TLV jest położone mniej-więcej w połowie drogi miedzy Tel Avivem a Jerozolimą. Do Tel Avivu mozna się udać pociągiem (nie kursuje w szabas (od piątkowego do sobotniego popołudnia i święta), do Jerozolimy natomiast jeżdżą tzw. szeruty (również w szabas i święta!). Jeśli chcemy dostać się do Tel Avivu w dzień świąteczny pozostają nam taksówki (stała cena ok. 160 ILS, warto próbować szukać chętnych do zrzutki na przejazd np. wśród współpasażerów, bo cena jest stała niezależnie od adresu/ów w mieście) Z Tel Avivu do Jerozolimy Busy firmy Egged (rozkłady na jeżdżą z dwóch dworców co kilkanaście minut (koszt 16 ILS) i docierają na dworzec główny w Jerozolimie. Podróż trwa ok. godziny. Można też podróżować szerutem, ale nie korzystaliśmy, więc nie znam szczegółów. Noclegi Wszystkie noclegi bookowaliśmy przez Aribnb (po sprawdzeniu wszystkich opcji wyszło najtaniej). Jedzenie Podstawą naszego wyżywienia (nie do końca z wyboru) były sklepowe hummusy (duży wybór w każdym sklepie, cena opakowania w zależności od rozmiaru 7-15 ILS), pasty np. z bakłażana i pity. Woda w Izraelu jest pitna toteż spokojnie można uzupełniać swoje butelki kranówą i tak też czyniliśmy na terenie całego kraju. Tel Aviv: ze względu na święto większość przybytków była nieczynna. Internety polecają żywić się na targu ha-Karmel, niestety nie było nam to dane. Jedliśmy kalafiorowe falafle w przybytku o nazwie hashomer1. Dobre, ale trochę drogie. Jerozolima: najtańsze jedzenie (typu falafel w picie) dostępne jest w arabskich budkach na przeciw Bramy Damasceńskiej (cena bodajże 8 ILS). Ponadto spory wybór jadłodajni (nie najtańszych, ale do przeżycia) znajdziecie na targu Mahane Yehuda. Żerowaliśmy też w polecanej przez naszego airbnb hosta knajpce Tahini’s hummus (cena za hummus 20-kilka ILS), całkiem dobre i wypełnione głównie lokalną ludnością. 0
Na Syrię miały spaść izraelskie rakiety ziemia-ziemia, wystrzelone z rejonu okupowanych przez Izrael Wzgórz Golan. Atak miał wywołać "pewne straty materialne". Czytaj więcej Według doniesień publikowanych przez "Jerusalem Post" cele ataku miały znajdować się w pobliżu miejscowości Madinat al-Baath i Rwihinah, w pobliżu granicy z Izraelem. To już drugi atak rakietowy, jaki Izrael miał przeprowadzić na Syrię w ciągu tygodnia. W ubiegły czwartek rakietami ziemia-ziemia miały zostać zaatakowane cele na południe od Damaszku. Strona internetowa "Syrian Capital Voice" informowała wówczas, że Izrael zaatakował pozycje irańskich milicji i magazyny z uzbrojeniem. Izrael regularnie atakuje cele w Syrii związane z obecnością na terytorium tego kraju irańskich milicji i Hezbollahu Dwa tygodnie temu pocisk przeciwlotniczy wystrzelony przez syryjską armię wywołał alarm rakietowy w północnym Izraelu. Wcześniej syryjskie media informowały o ataku powietrznym Izraela na cele w pobliżu Damaszku. Syryjska agencja informacyjna SANA podawała wówczas, że syryjski żołnierz i pięciu cywilów zginęło w wyniku izraelskiego uderzenia z powietrza. W poniedziałek szef MSZ Rosji, Siergiej Ławrow, potępił izraelskie ataki na Syrię ostrzegając, że takie ataki mogą prowadzić do eskalacji konfliktu. Szef syryjskiego MSZ, Faisal Mikdad ostrzegł, że Syria odpowie na izraelskie ataki. Izrael regularnie atakuje cele w Syrii związane z obecnością na terytorium tego kraju irańskich milicji i Hezbollahu. Tel Awiw obawia się, że Iran, który jest sojusznikiem prezydenta Syrii, Baszara el-Asada, wykorzysta wojnę domową trwającą w Syrii od 2011 roku do umocnienia swojej obecności wojskowej w tym kraju i uczynienia z Syrii przyczółka do ewentualnej agresji przeciw Izraelowi.
izrael w 5 dni